Opowiadania

Wracam 22 lub 25 Sierpnia. Pozdrawiam. :)

Title: 11. Przyjemna rozmowa i jeszcze przyjemniejszy gość.
Piątek, 31 Lipca 2009 23:44:12
Dodałam nową muzykę. Zachęcam do słuchania podczas czytania. :)

Siedziałam przy biurku i piłam ciepłą herbatę z cytryną. Patrzyłam na stare zdjęcia i uśmiechałam się. Brakowało mi Hogwartu. Brakowało mi Dumbledore’a, Hagrida, wspólnych wieczorów z Gryfonami, zwracania uwagi młodszym, ciągłej nauki, egzaminów… Tak, ta szkoła rzeczywiście potrafiła zaczarować każdego, kto tylko przekroczył jej próg, kto tylko otworzył te ogromne, przepełnione magią drzwi wejściowe. Tego momentu nigdy się nie zapominało – zachwycenie, niedowierzanie, duma, a jednocześnie strach przed tym, co kryje się w tak potężnym zamku. Te uczucia towarzyszyły i będą towarzyszyć każdemu jedenastolatkowi, który wejdzie do Szkoły Magii i Czarodziejstwa.
Westchnęłam. Miałam nadzieję, że może Hogwart przyzna mi posadę nauczyciela numerologii, jednak rozczarowałam się. Jak widać, nie potrzebowali tam żadnej Hermiony Granger. Teraz czekała mnie rozmowa na temat tworzenia podręcznika do tego przedmiotu. Stresowałam się i czułam łaskotanie w żołądku, ale przecież musiałam sobie jakoś ze wszystkim poradzić. Pogoda niestety nie była jedną z piękniejszych, chyba, że ktoś uwielbia deszcz i szare niebo. To wprowadzało mnie w melancholijny nastrój, jednak myśl o nowej pracy i o wieczorze, który niedawno spędziłam z przyjaciółmi nie pozwalała mi zgubić się gdzieś w myślach. I jeszcze słowa Harry’ego, które dodały mi otuchy… Tak, to było coś cudownego.
Gdy wszyscy zaczęli wspominać stare, dobre czasy i wpadli w tak samo melancholijny nastrój, w jakim ja właśnie byłam, postanowiliśmy z Harry’m wyjść do ogrodu. Wzięłam ze sobą kieliszek miodu pitnego i usiedliśmy razem na drewnianej, bujanej ławeczce pod domem. Spojrzałam na gwiazdy – jedne były duże i jasne, jakby chciały wszystkim pokazać, jakie są piękne, a inne malutkie i przygaszone, jakby zawstydzone i spragnione kryjówki. Było to przepiękny widok. Uśmiechnęłam się i westchnęłam. Harry siedział obok mnie i również patrzył w niebo. Wyciągnęłam różdżkę i wyczarowałam kilka czerwonych różyczek przy ławce.
- Chciałaś pracować w Hogwarcie, prawda? – Harry nagle przerwał ciszę i wyrwał mnie z zamyślenia.
- Prawda – rzekłam i uśmiechnęłam się do siebie. – Ale pisanie podręcznika nie jest takie złe…
- Widać, że nie jesteś szczęśliwa – oznajmił i spojrzał na mnie.
- Po prostu… Zawsze marzyłam o przekazywaniu wiedzy innym, o dostrzeganiu postępów ludzi, których mogłabym uczyć… A Hogwart jest miejscem, które kocham i właśnie tam chciałam dążyć do celu…
- Są i te lepsze strony – rzekł Harry i złapał mnie za rękę. Wyczułam, że to był również tylko przyjacielski gest. Mimo to cieszyłam się, że miałam kogoś, kto zawsze mógł mnie wspierać. Ron nigdy nie był w tym dobry.
- Jakie? – zapytałam.
- Prawdopodobnie zamieszkałabyś w Hogwarcie, miałabyś mniej czasu na wszystko… Hermiono, przecież kochasz książki, uwielbiasz tę pisarkę… Nie żałuj niczego, może właśnie taka droga jest lepsza?
- Chyba masz rację – spojrzałam mu w oczy i uśmiechnęłam się czule. Światło księżyca oświetlało twarz Harry’ego. Nie wiedziałam do końca, jak się czułam. Byłam szczęśliwa, a jednocześnie coś nie dawało mi spokoju. – A co jeśli na spotkaniu z Cornelią Handlight wyjdę na idiotkę?
- Dlaczego miałabyś wyjść na idiotkę? – zdziwił się. Wyglądał też na trochę rozbawionego.
- No… Na przykład powiem coś głupiego…
- Hermiono, poradzisz sobie i dobrze o tym wiesz! Niepotrzebnie wmawiasz sobie różne rzeczy, które tylko sprawiają, że się stresujesz. Jesteś bardzo mądrą kobietą i nawet, jeśli powiesz coś, czego nie planowałaś, na pewno uda Ci się sprawić, że tylko zyskasz w oczach tej kobiety.
- Dziękuję – ułożyłam głowę na ramieniu przyjaciela, a on objął mnie. Siedzieliśmy w ciszy, każde błądziło w swoim własnym labiryncie myśli. Wyczarowane przeze mnie kwiaty szeroko rozłożyły swe pąki. Ponownie lekko uśmiechnęłam się do siebie i przejechałam kciukiem po kieliszku. Od tej chwili, gdy tylko przypominałam sobie słowa przyjaciela, który tak mocno wierzył we mnie i w moje zdolności, cały strach znikał.
Założyłam płaszcz i buty, wzięłam do ręki parasol i wyszłam z domu. Chłodny wiatr wiał mi w twarz i sprawiał, że pojedyncze kropelki wpadały pod parasolkę i spoczywały na zimnych i zarumienionych policzkach. Była to końcówka lata, więc słońce chowało się gdzieś głęboko za chmury. Doszłam na przystanek i wsiadłam w jeden z londyńskich autobusów. Musiałam dojechać do pewnej małej uliczki, przez którą mogłam dostać się do magicznego świata. Patrzyłam na ludzi uciekających przed deszczem, kałuże i zamyślałam się. Tak, to był wyjątkowo monotonny dzień. Ujrzałam stary, szary budynek i wysiadłam. Poszłam w jego stronę i weszłam w małą uliczkę zakończoną murkiem. Oczywiście dla mugoli stał on jakieś pięć metrów wcześniej. Wyjęłam różdżkę i stuknęłam w kilka cegieł, które po chwili zmieniły swe położenie i zrobiły dla mnie przejście. Ponownie znalazłam się w małej alejce, jednak ta wyraźnie różniła się od mugolskiej. Mijałam małe domki, szukając odpowiedniego numeru. W myślach powtarzałam: dwadzieścia trzy, dwadzieścia trzy…. Gdy ujrzałam odpowiedni domek, serce zabiło mi mocniej, Tak bardzo chciałam, by Harry był w tej chwili przy mnie, by złapał mnie za rękę i powiedział, że wszystko będzie dobrze… Niestety musiało mi wystarczyć wspomnienie sprzed kilku tygodni. W głowie wciąż miałam głos przyjaciela. Hermiono, poradzisz sobie i dobrze o tym wiesz!, wciąż słyszałam. Jesteś bardzo mądrą kobietą….
Wzięłam głęboki oddech i zrobiłam kilka kroków przed siebie. Mocno ściskałam rączkę parasolki i patrzyłam na marmurowe schodki przede mną. Domek nie był duży, zbudowany z szarych cegieł, białe okiennice, czarny dach i kwiaty przy drzwiach. Miał dwa piętra i komin. Wyglądał też bardzo elegancko. Podeszłam do drzwi wejściowych i zapukałam. Czułam, jak stres wywołuje niepotrzebne łaskotanie w żołądku. Powtarzałam w myślach słowa Harry’ego i starałam się nie myśleć o tym, iż czeka mnie bardzo ważne spotkanie. Postanowiłam po prostu być sobą i nie udawać nadzwyczajnie mądrej Granger.
Drzwi otworzyła staruszka. Była bardzo niska, miała mlecznobiałe włosy i bardzo pomarszczoną twarz. Trzymała w ręku różdżkę i machała nią, mamrocząc pod nosem jakieś zaklęcia, które sprawiały, iż przedpokój sam się sprzątał.
- Pani do kogo? – zapytała skrzeczącym głosem. Nie była ani uprzejma, ani niemiła. Na jej twarzy widać było zwykłą obojętność.
- Nazywam się Hermiona Granger, ja… - rzekłam, jednak kobieta przerwała mi.
- Aaa! – jęknęła i zaprosiła mnie do środka. – To pani!
Staruszka wzięła ode mnie parasolkę i płaszcz, po czym wskazała drzwi do jakiegoś pokoju, znajdujące się po lewej stronie od wejścia. Dom był przytulny, wszędzie stały regały z książkami. Czułam się bardzo dobrze i komfortowo, ponieważ w powietrzu unosił się przyjemny zapach pergaminu, który uwielbiałam. Miłą atmosferę dodawało również lekkie, żółte światło. Zapukałam do drewnianych drzwi i usłyszałam ciche: proszę. Weszłam powoli do środka i ujrzałam kobietę w średnim wieku. Paliła fajkę, siedziała w skórzanym fotelu z jedną nogą założoną na drugą. Czytała jakąś książkę. Miała ciemne blond włosy, ubrana była w kremową marynarkę i spodnie. Opierała łokieć o okrągły stolik, na którym postawiona była lampka. Obok niego stał drugi fotel. Nie było widać ścian pokoju, ponieważ wszędzie znajdowały się regały z księgami. Pomieszczenie było dosyć wąskie, a na samym końcu znajdowało się okno zakryte białymi firankami.
- Pani Granger, tak? – kobieta uśmiechnęła się, odłożyła książkę i przełożyła fajkę w lewą rękę. Następnie podeszła do mnie i wyciągnęła prawą dłoń w moją stronę. Ja podałam jej swoją i tylko kiwnęłam głową, by potwierdzić jej pytanie. – Cornelia Handlight. Stello, czy mogłabyś zrobić dla nas herbatę?
Kobieta zwróciła się w stronę staruszki, po czym zamknęła drzwi. Wskazała ręką fotel, na którym usiadłam. Ona również powróciła na swoje wcześniejsze miejsce.
- Bardzo się cieszę, że będę mogła z panią pracować. Słyszałam o pani same dobre rzeczy!
- Ja również jestem zaszczycona, że to właśnie z panią będę pisać ten podręcznik! – odpowiedziałam i uśmiechnęłam się.
- Może przejdziemy na ty? – zaproponowała i włożyła fajkę do ust, by wciągnąć dym do płuc.
- Bardzo chętnie – odpowiedziałam i usłyszałam pukanie do drzwi. Po chwili weszła do środka staruszka, za którą leciała taca z czajniczkiem, cukiernicą, dwoma filiżankami i miską z herbatnikami.
- Dziękujemy ci – rzekła Cornelia i elegancko machnęła dłonią, by czajnik nalał herbaty do naczyń. Kobieta o mlecznobiałych włosach wyszła z pokoju. – Słodzisz?
- Nie, dziękuję – odmówiłam i wzięłam do ręki filiżankę, po czym napiłam się. Napój był gorący, jednak nie przeszkadzało mi to. Zmarzłam, gdy byłam w drodze do Cornelii. Ciepła herbata poprawiła mi lekko nastrój.
- A więc, zaprosiłam cię, by bliżej cię poznać. Powiedz coś o sobie – powiedziała i podparła głowę o dłoń. Każdy ruch wykonywała z gracją.
- Moi rodzice są mugolami. Pracują jako dentyści – leczą zęby ludziom. Moim zdaniem to bardzo ciekawy i dobry zawód… Uwielbiam również czytać książki. Zapach i dotyk pergaminu jest dla mnie jak jakikolwiek dźwięk wydany przez instrument dla muzyka, jak kojący zapach kwiatów dla zmęczonej ogrodniczki…
- Rozumiem to zamiłowanie – Cornelia wpatrywała się we mnie rozmarzonym wzrokiem i uśmiechała się uprzejmo. – Dokładnie to samo odczuwałam, gdy w młodości otwierałam każdą książkę… Dziś już ten cały czar osłabł, ale sama widzisz, że książki się dużą częścią mnie.
- Rzeczywiście, nie trudno to zauważyć… - uśmiechnęłam się i dostrzegłam nagle białego, perskiego kota, leżącego na jednym z regałów. – Masz kota!
- Tak – Cornelia uśmiechnęła się i spojrzała czule na zwierzaka. – Uwielbiam te stworzenia.
- Ja również! Miałam kiedyś jednego. Nazywał się Krzywołap, jednak uciekł gdzieś… Widać wolał wolność ode mnie! – zaśmiałam się, kobieta zrobiła to samo.
- Tak, to są niesamowite istoty… Czasami trudno je zrozumieć, jednak można bardzo się do nich przywiązać – kobieta napiła się herbaty i ponownie na mnie spojrzała. - Rozumiem, że lubisz numerologię?
- Och, tak! To jeden z moich ulubionych przedmiotów - rzekłam.
- To bardzo dobrze! Słyszałam, że wiesz o niej bardzo dużo. Pisząc podręcznik będziesz musiała dokładnie tłumaczyć każdy jej szczegół. Profesor McGonagall powiedziała mi, że nie powinnaś mieć najmniejszych problemów z tą pracą. A ty jak sądzisz?
- Myślę, że nie zawiodę pani – starałam się, by ta wypowiedź zabrzmiała jak najmniej narcystycznie. Widząc uśmiech kobiety dodałam szybko: Ciebie, Cornelio.
- A mieszkasz daleko?
- Tylko troszeczkę… W mugolskiej dzielnicy. Mam zamiar przeprowadzić się do czarodziejskiego świata, to by mi wszystko ułatwiło, jednak najpierw muszę zarobić…
- Już o to się nie martw – kobieta poklepała mnie po kolanie i poczęstowała się herbatnikiem.
Rozmowa mijała bardzo szybko i miło. Mogłam nawet powiedzieć, że w pewnym momencie nie chciałam wracać do domu, bo wiedziałam, że znowu popadnę w melancholię. Jednak w końcu przyszedł czas na rozstanie. Nawet nie zauważyłam, że za oknem zrobiło się już ciemno. Nie padało, jednak ulice były mokre i wszędzie były kałuże. W powietrzu unosił się charakterystyczny zapach, który zawsze czuć po deszczu. Wróciłam do mugolskiej dzielnicy. Uliczne światła odbijały się w kałużach, na niebie nie było widać ani jednej gwiazdy – wszystkie zasłoniły chmury. Czekając na autobus, myślałam o tym, co mnie spotkało w życiu. Mimo wszystko czułam, jak bardzo kochałam życie, jak potrzebowałam tego, co miałam, a w szczególności przyjaciół. To oni sprawiali, że ze wszystkim mogłam sobie poradzić. Byłam taka szczęśliwa…
Wsiadłam do autobusu i zamyślona patrzyłam na wszystko, co mijałam. Pragnęłam jak najszybciej wrócić do domu i położyć się spać. Nie byłam bardzo zmęczona, jednak nieciekawy humor sprawiał, że nie miałam na nic innego ochoty. Teraz liczył się tylko głęboki sen. I mimo że była dopiero dwudziesta pierwsza, chciałam szybko zakończyć dzień. Podjechałam dwa przystanki i poszłam przed siebie. Z daleka już widziałam swój blok. Nie lubiłam go. Tak bardzo pragnęłam mieszkać w czarodziejskiej dzielnicy… Wsłuchiwałam się w stukot moich obcasów i omijałam kałuże, które „spotykałam” na swej drodze. Poczułam przyjemny zapach świeżego pieczywa i nabrałam ochoty na słodką bułkę. Weszłam do małego sklepiku i kupiłam ją. Wszystko było idealne. Mogłam robić to, na co tylko miałam ochotę. I niesamowite, jak dużo szczęścia może sprawić zwykła bułka z lukrem!
Otworzyłam bramę, przez którą wchodziło się na moje osiedle. Było na nim tak cicho i spokojnie! Westchnęłam, bo byłam dziwnie szczęśliwa. I nagle ujrzałam znajomą sylwetkę przy mojej klatce.
- Harry? – ucieszyłam się i rzuciłam się mężczyźnie na szyję. – Co ty tutaj robisz?
- Pomyślałem, że będzie ci miło, jeśli cię odwiedzę… - uśmiechnął się. W dłoni trzymał butelkę z miodem pitnym. – No i przy okazji powiesz mi, jak wypadło spotkanie.
- To bardzo mi miło! – zaśmiałam się i wyjęłam klucze z kieszeni. Harry wyciągnął dłoń w stronę moich ust, lecz gdy poniosłam głowę zatrzymał ją niepewnie.
- Masz tu coś białego – rzekł i speszył się.
- To pewnie lukier… - zawstydziłam się i przetarłam usta rękawem. Następnie otworzyłam drzwi do klatki i weszliśmy do środka.

Bardzo chciałam przeprosić za moją nieobecność. Nie miałam przez długi czas internetu, potem wyjechałam, niedługo znowu wyjeżdżam... Notki będą pojawiać się rzadziej, jednak postaram się nie robić tak długich przerw jak ta. Mam nadzieję, że ta notka również wam się podobała. Pozdrawiam i życzę miłych wakacji - a przynajmniej tego(dla niektórych) ostatniego, wolnego miesiąca. :)

A! No i 22 Sierpnia mój blog obchodzi pierwsze urodziny! Wow. Już prawie rok. :)

Napisała: Hermione Jean Granger
komentarze [24]



Title: 10. Nowa praca, przyjęcie i wspaniały toast.
Czwartek, 9 Kwietnia 2009 13:10:37
Kiedyś tak bardzo pragnęłam być dorosła i niezależna. Dorosłość… Myślę, że jest przereklamowana.
Gdy rano otworzyłam oczy, ujrzałam kawałek białej kołdry i ścianę. Odwróciłam głowę w stronę okna. Lato nadeszło już kilka miesięcy temu, więc zobaczyłam błękitne niebo i kilka białych, puszystych chmurek. Dotknęłam dłońmi twarzy, lekko przecierając powieki. Znowu się nie wyspałam.
Usiadłam na łóżku i ziewnęłam. Rozejrzałam się jeszcze raz po pokoju. Nie lubiłam go. Ściany białego koloru, dwie ciemnobrązowe szafy i regał w kącie po lewej stronie. Po prawej stronie ustawione było biurko, na nim mnóstwo książek. Między nimi, na środku, była ściana z oknem, pod którym znajdował się parapet. Na nim stały dwie roślinki i kilka zdjęć. Naprzeciwko okna było moje łóżko i malutka ścianka oddzielająca je od drzwi, abym miała trochę prywatności. Nie widziałam tutaj niczego przytulnego. Zwykły pokoik. Ale nie miałam pieniędzy na wyremontowanie mojego małego mieszkanka. Szczęście, że w ogóle udało mi się je wykupić.
Moje nieszczęście zaczęło się, gdy zdecydowałam mieszkać w mugolskiej dzielnicy. To ułatwia życie mojej rodzinie. I wielu znajomych rodziców, którzy w magię nie wierzą w ogóle, w końcu przestało pytać się, gdzie i dlaczego znikłam. Musiałam znaleźć mugolską pracę, jednak nie ukończyłam żadnej szkoły w tym świecie. Taka opcja odpadała.
Dostałam kilka propozycji pracy z ministerstwa magii, jednak odrzuciłam je. Nigdy nie lubiłam tego miejsca i nie miałam zamiaru tam pracować.
I któregoś dnia przyszedł do mnie list. Byłam wtedy w domu Ginny. Założyła mały sklepik z cudownymi sukienkami. Często spotykałyśmy się u niej. Robiłam za żywego manekina. Oczywiście ona nie mieszkała w mugolskiej dzielnicy, więc musiałam przejeżdżać do niej spory kawałek.
- Myślałam o przeniesieniu sklepu na ulicę pokątną. Tam zawsze jest taki wielki ruch… - Ginny zamyśliła się, układając materiał na sukience, którą miałam na sobie. Stałam na stołku, który podwyższał mnie o jakieś dwadzieścia centymetrów.
- To wcale nie jest zły pomysł! – uśmiechnęłam się. – Może zarabiałabyś więcej niż teraz?
- No nie wiem. Jeszcze będę musiała to przemyśleć – rzekła i podeszła do pudełka z igłami. – Rozmawiałaś ostatnio z Harry’m?
- Nie. Słyszałam od Rona, że niedługo ma szansę zostać prawdziwy aurorem.
- Pamiętam, jak kiedyś za nim ganiałyśmy. To były czasy! – Ginny zaśmiała się i zaczęła robić coś z dekoltem sukni. – Mogłabyś odgarnąć włosy?
- Szkoda, że się skończyły… – westchnęłam. W zasadzie nigdy mi z nim nie wychodziło. Mimo wszystko tęskniłam za nim. Za niebieskimi oczami i tym uśmiechem…
- Może spróbowalibyście odnowić wasze stosunki? – zaproponowała przyjaciółka i spojrzała mi w oczy. – Mam na myśli te bliższe stosunki.
- Nie wiem, czy jest sens. Wiesz, ja nie jestem przeciwna, ale nie mam zamiaru się narzucać… Zresztą, chyba nie jesteśmy sobie przeznaczeni.
Ginny zamilkła. Ja również. Stałam, patrząc przez okno na wspaniałe krajobrazy i pozwalając przyjaciółce robić coś z sukienką. Nagle, z zamyślenia wyrwało mnie pukanie w szybę. To była sowa. Nawet nie zauważyłam, że przyleciała!
- Poczta? – zdziwiła się ruda. Otworzyła okno i wzięła list od ptaka. – To do ciebie!
- Do mnie? – nie ukrywałam zaskoczenia. Wzięłam do ręki kopertę i otworzyłam.
- Od kogo? – zapytała Ginny. Ja czytałam każde zdanie powoli, aby wszystko dokładnie zrozumieć.

Szanowna pani Granger!

Zwracam się do Pani z bardzo ważną sprawą. Otóż, dostałam Pani list z prośbą o pomoc w znalezieniu pracy. Od niedawna poszukuję kogoś, kto pomógłby mi w pisaniu podręcznika do numerologii dla klas pierwszych w szkołach magii. Potrzebuję jak najszybciej kogoś na tę posadę. Jeśli nadal jest Pani zainteresowana, zapraszam do pracy! Resztę rzeczy wyjaśniłabym Pani osobiście. Proszę o odpowiedź.

Cornelia Handlight


- Ginny, zaproponowali mi pracę! Miałabym tworzyć podręcznik do numerologii! – ucieszyłam się. Byłam pewna, iż nikt nie odpisze na moje listy. A jednak!
- Hermiono, jesteś pewna, że właśnie tak chcesz pracować? – przyjaciółka spoważniała, ale cieszyła się razem ze mną.
- Dlaczego nie? – wzruszyłam ramionami. Ponownie spojrzałam na piękne pismo pani Handlight. Wiele razy czytałam jej książki. Uwielbiałam je tak samo, jak numerologię. To była wspaniała okazja na wymarzoną pracę!
- To kiedy się spotkacie? – spytała nagle Ginny.
- Nie wiem. Najpierw muszę dać jej odpowiedź. – rzekłam, nadal patrząc na list.
- To pisz, zanim ktoś inny zajmie twoje miejsce! – przyjaciółka podała mi kartkę i pióro. Zeszłam ze stołka i usiadłam na kanapie. Położyłam papier na małym stoliku i pochyliłam się nad nim.
- Jak zacząć? – zapytałam, wyraźnie podekscytowana.
- Mnie pytasz? – zaśmiała się Gin i jednym machnięciem różdżki zabrała wszystkie śmieci leżące na stoliku.
- Droga Cornelio… - powiedziałam do siebie. – Nie, to musi być list oficjalny…
- Hermiono, za bardzo się tym wszystkim przejmujesz. – przyjaciółka usiadła obok mnie i uśmiechnęła się. Jednak, po chwili zakryła twarz dłońmi i zrobiła przestraszoną minę. – O matko!
- Co się stało? – zesztywniałam i spojrzałam na nią.
- Wybacz mi, naprawdę! – powiedziała i puknęła się w czoło.
- Ale o co chodzi? – zapytałam i podniosłam brwi.
- Dzisiaj wieczorem urządzam przyjęcie z okazji nowej kolekcji sukienek. – oznajmiła. – Zapomniałam ci o tym powiedzieć!
- Gin, nie strasz mnie więcej! Myślałam, że stało się coś poważnego! – odetchnęłam z ulgą. Przerażona mina przyjaciółki zwykle nie wróży nic dobrego.
Tym razem miałam dużo wolnego czasu. Późna informacja o imprezie nie zmartwiła mnie, a jeszcze bardziej polepszyła humor.
- Nie zostawisz mnie, prawda? Zresztą, teraz to będzie przyjęcie również na cześć twojej nowej pracy! – rzekła. – Zapraszam Rona i Lavender, Neville’a i Lunę, przyjedzie Seamus… I oczywiście Harry.
- To przynajmniej nie tylko ja będę singlem… - zażartowałam. Zapomniałam powiedzieć, iż od pewnego czasu Ginny spotykała się z Seamusem Finniganem. Wyglądali na szczęśliwych. – I nie tylko ja będę samotna!
- Samotna? Przestań, Hermiono! Tego wieczoru nikt nie będzie samotny.

Dochodziła dwudziesta pierwsza. Niebo przybrało ciemnoniebieski kolor, a księżyc świecił już od kilku godzin. Ni było widać ani jednej chmurki, co oznaczało, że noc będzie piękna i pełna gwiazd.
Ja i Ginny machałyśmy różdżkami, ustawiałyśmy kieliszki i jedzenie i słodycze na stoliku. Nie, nie był już malutki, Gin powiększyła go zaklęciem. Nie zabrakło kremowego piwa, którego wszyscy od zawsze uwielbialiśmy. Pojawił się szampan, przekąski, sałatki, ciasteczka…
- Gotujesz naprawdę dobrze! – rzekłam, podjadając. – Masz to po mamie!
- Dziękuję – Ginny uśmiechnęła się i poprawiła fryzurę. Miała na jasne dżinsy i elegancką, czarną bluzkę bez ramiączek.. Włosy związała w kok. Wyglądała bardzo ładnie. Ja założyłam sukienkę, którą dla mnie zrobiła. Była prosta, bez ramiączek, czarna w białe kropki. Kończyła się czarnymi falbankami. Rozpuściłam włosy, które sięgały mi już za łopatki. Kiedyś wyglądały obrzydliwie – wszędzie miałam kołtuny i supły. Z czasem zaczęły mi się wspaniale układać. Przyznam, że nawet bardzo je polubiłam.
Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk dzwonka.
- O, pierwsi goście! – ucieszyła się Gin. – Chodź, powitamy ich!
Podeszłam do niej. Ruda otworzyła drzwi i ujrzałyśmy Neville’a, Lunę i Seamusa. Zaczęli coś śpiewać i cieszyć się.
- Witajcie! – zaśmiałyśmy się.
- Wejdźcie do środka – rzekła Ginny, a przyjaciele zrobili to. Przywitałam się ze wszystkimi i zaprosiłam ich do stołu.
- Musimy poczekać jeszcze na Rona, Lavender i Harry’ego – rzekłam.
- Jak zawsze się spóźniają – zaśmiał się Seamus i puścił oczko do Gin. Uśmiechnęłam się pod nosem. Wszyscy wyglądali razem tak wspaniale… Prawdopodobnie specjalnie zaproszono mnie i Harry’ego bez nikogo. Byliśmy samotni, a to była dobra okazja, by połączyć nas.
I nagle usłyszałam kolejny dzwonek. Zesztywniałam. Przez kilka miesięcy nie widziałam się z Harry’m. Zawsze sprawiał, że czułam motylki w brzuchu.
- Herm, otworzysz drzwi? – poprosiła mnie Ginny. Stała przy zlewie i myła kieliszek.
- Jasne – powiedziałam i podeszłam do drzwi wejściowych. Nabrałam powietrza do płuc i złapałam za klamkę. Po chwili ujrzałam Rona i Lavender. Za nimi stał Harry. Uśmiechnął się szeroko, gdy mnie zobaczył. – Cześć!
- Zmieniłaś się! – rzekł Potter i przywitał się ze mną.
- Na lepsze czy na gorsze? – zażartowałam i wzięłam od niego butelkę wina.
- Domyśl się – zaśmiał się i objął mnie ramieniem. Był to bardziej przyjacielski gest, jednak ja poczułam przyjemne dreszcze. – Gdzie siadamy?
Siadamy. Powiedział siadamy! Uśmiechnęłam się i postawiłam wino na stole.
- Tutaj – powiedziałam i wskazałam dwa krzesła obok siebie. Ginny siedziała już koło swojego chłopaka i uśmiechała się głupio do mnie.
- To może zanim zaczniemy jeść, wznieśmy jakiś toast – Seamus wstał i wziął do ręki szampana. Otworzył go, a korek poleciał gdzieś w róg pokoju. Nalał wszystkim po trochu, po czym podniósł swój kieliszek do góry. – A więc, za co pijemy?
- Za nową kolekcję Ginny! – powiedziałam.
- I za nową pracę Hermiony – dodała ruda i uśmiechnęła się. Wszyscy spojrzeli na mnie ze zdumieniem. Oczywiście nie obyło się bez gratulacji.
- Może napijmy się też za to, że nadal jesteśmy przyjaciółmi! – zaproponował Neville, a reszta ucieszyła się.
- To ja jeszcze napiję się za to, że jestem obok ciebie – rzekł Harry, jednak ciszej, aby nikt oprócz mnie tego nie usłyszał. Zaśmiałam się.
- Dziękuję! I wzajemnie! – powiedziałam, po czym wszyscy stuknęliśmy się kieliszkami.
- A co to za nowa praca? – zapytał nagle, kiedy już wszyscy zajęliśmy się jedzeniem.
- Pisanie podręcznika do numerologii – oznajmiłam i nałożyłam sałatki na talerz. Harry zrobił zdumioną minę.
- To wspaniale! – uśmiechnął się. – Wszyscy będą znali twoje nazwisko!
- Chyba tylko dzieciaki w pierwszych klasach – zakpiłam i nabrałam jedzenia do ust.
- No to w zasadzie lepiej, bo kiedy je zmienisz, nie będzie wielkiego problemu.
- Racja – zaśmiałam się.
- Chociaż, gdy to się stanie, pewnie wszyscy będą je tym bardziej znali... – rzekł i zrobił dumną minę. Następnie wziął do ust kawałek mięsa. Co miał na myśli?
- Co chcesz przez to powiedzieć? – spojrzałam na niego. Nie miałam zamiaru mu odpuścić.
- Kiedyś zobaczysz – na jego twarzy pojawił się triumfalny i cwany uśmieszek. Domyślałam się, o co chodzi. – W końcu żona wspaniałego aurora musi być znana.

No, w końcu dodałam nową notkę. Niestety, będą się rzadko pojawiać, bo aktualnie mam straaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaasznie dużo rzeczy na głowie. Być może dzisiejsze opowiadanie nie jest jakieś super i w ogóle, ale musiałam jakoś wprowadzić Was w dorosłe życie Hermiony. Przepraszam, że wszystko tak nagle, że brak kontynuacji poprzedniej notki, ale jak już powiedziałam, męczy mnie zmienianie historii itd itd... Dziękuję Wam za wszystko i pozdrawiam :)
Zapraszam na bloga Nightfall. Trzymajcie się!!


Napisała: Hermione Jean Granger
komentarze [31]